środa, 29 listopada 2017

Epilog

Reva POV:
Stoję przed lustrem, wygładzam niewidzialną fałdkę na kolorowej, krótkiej sukience i poprawiam ramiączko. Dzisiaj mija dwa miesiące od mojego wyjścia ze szpitala. Czuję się o wiele lepiej, żebra dokuczają zdecydowanie mniej i wreszcie wróciłam do "żywych". Mogę zająć się dziećmi, pobawić się z nimi, wyjść na spacer, a właśnie tego najbardziej mi brakowało. Tak dobrze wreszcie pozbyć się bólu i móc normalnie funkcjonować. Pogoda również mi w tym pomagała, a świecące za oknem słońce dodawało mi energii i wigoru. Cieszyłam się każdym dniem, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jason bardzo się o mnie troszczył, nie pozwalał się przemęczać, ani dźwigać Christiana. Odrobinkę przesadzał, jednak nie spierałam się z nim, bo doskonale wiedziałam, że robi to z troski. Był niesamowitym człowiekiem i z ręką na sercu mogę przyznać, że nigdy nie sądziłam, że nasze życie właśnie tak się potoczy. Na początku był przerażający, bałam się go i działo się wiele złego, a potem zaszłam w ciążę, urodził się Christian i czas pozwolił zatrzeć rany oraz bolesne wspomnienia. Teraz tworzyliśmy rodzinę, a Jason na każdym roku udowadniał mi, jak bardzo mnie kocha. Byłam dzięki niemu szczęśliwa.
- Gotowa? - jego głos wyrywa mnie z moich myśli. Wchodzi do pokoju, bierze marynarkę i zakłada na siebie. Dopiero kiedy unosi głowę, gwiżdże z uznaniem i porusza brwiami - No proszę! Wyglądasz niesamowicie, Kochanie - uśmiecha się chytrze, bardzo powoli podchodzi do mnie i przygryza wargę - Jesteś taka urocza, wiesz? - odsuwa palcem moją grzywkę i przygląda mi się uważnie - Masz twarz aniołka, taka niewinna i słodka, a pod skórą diablica. Kocham obie wersje.
- Diablica? Ciekawe - przewracam oczami, staję na palcach i zarzucam dłonie na jego szyję - Jaka jeszcze jestem, hmm?
- Mógłbym wymieniać w nieskończoność, ale powinniśmy wychodzić, jeśli chcemy zdążyć na czas. A chcemy, prawda?
- Oczywiście, że tak! - oblizuję usta i całuję go z zaskoczenia. Natychmiast odwzajemnia pocałunek, układa dłoń na tyle mojej głowy i napiera na mnie swoim ciałem. Nie ukrywam, tęsknię za nim, a przez moje żebra dozowaliśmy przyjemności do minimum. Każdy ruch sprawiał, że miałam ochotę wyć, tak cholernie bolało. Jason postanowił twardo, że koniec z seksem do czasu, aż moje żebra dojdą do siebie. Oboje nas nosiło, pragnęliśmy siebie, ale mój mężczyzna nie dał się podejść. Nawet moje fochy i dąsania nic nie dały, co było dla mnie zaskoczeniem. Jason jest wiecznie napalony i dziwiłam się, jak to wytrzymuje - Nie masz pojęcia, jak potwornie za Tobą tęskniłam - szepczę cicho wprost w jego kuszące usta.
- Wiem, czuję się dokładnie tak samo. Najchętniej odwołałbym ten wyjazd i po prostu się z Tobą kochał do utraty sił - och! Jego głos brzmi nisko, jest zachrypnięty i tak seksowny! Budzi moje uśpione zmysły i sama mam ochotę olać wszystko i zostać z nim w łóżku - Jeszcze chwila, a naprawdę nie wyjdziemy z tego pokoju - opiera moje plecy o ścianę, wsuwa dłoń pod moją sukienkę i pieści przez materiał bielizny. Muszę zacisnąć usta, tak cudowne jest to uczucie! - Lubisz to, prawda? - wpatruje się we mnie, pieści mocniej i mam wrażenie, że nogi zaraz ugną się pod ciężarem mojego ciała - Powiedz to, Reva - zaciska szczękę, odchyla moje majtki i wślizguje palce do środka. Jasna cholera! - No dalej, chcę to usłyszeć.
- T-tak - jąkam się i ledwo nad sobą panuję. Przepełnia mnie pożądanie i nie pragnę niczego innego, jak móc się z nim kochać. Tu i teraz! Ponownie próbuję się do niego przytulić, jednak nie pozwala mi na to. Dociska moje ciało do zimnej ściany, pochyla się i całuje mnie tak, jak zawsze. Mocno, zachłannie, odrobinę brutalnie, a jego palce nie ustają.
- Pośpiesz się, Reva. Musimy wychodzić - mówi jak gdyby nigdy nic, a ja czuję zbliżający się orgazm - Jesteś tak blisko.
- Mamo, tato! - dociera do nas słodki głosik Hope i wszystko znika. Jason odrywa się ode mnie, poprawia moją sukienkę i odsuwa się. Drzwi otwierają się i do środka wchodzi nasza córka - Długo jeszcze? Nudzi mi się, a Chris zaczyna marudzić!
- Jesteśmy gotowi, maleńka. Już wychodzimy - Jason mruga do niej okiem, Hope prycha naburmuszona i wskakuje w jego rozchylone ramiona - Chodź, Skarbie. Nie każmy naszym dzieciom dłużej czekać - wystawia dłoń i posyła ten dobrze znany mi, chytry uśmieszek. Wewnątrz mnie szaleje pieprzone tornado i czuję, że jeszcze długo nie ochłonę.



Shades POV:
Na miejsce docieramy po dobrych dwóch godzinach. Przez całą drogę starałem się o tym nie myśleć i nie pokazywać Revie, jak potwornie się stresuję. Do tej pory nie mogłem uwierzyć, że naprawdę zgodziłem się na to szaleństwo! Wiem, że bardzo jej na tym zależało, a moja miłość do niej kompletnie mnie zmiękczyła. Ustępowałem w wielu rzeczach, ale ta nigdy nie mieściła mi się w głowie! Nawet Greg i Stokes byli tym potwornie zaskoczeni i nie spodziewali się tego po mnie.
- Kochanie, wysiądziemy? - głos Revy sprowadza mnie na ziemię. Patrzy na mnie, marszczy brwi i widzę coś na kształt zmartwienia w jej pięknych, zielonych oczach - Wiem, że się stresujesz, ale nie masz powodu. Będzie dobrze, obiecuję.
- Tsa - burczę pod nosem, wysiadam z samochodu i odpinam dzieciaki z fotelików. Hope wyskakuje jak z procy, biegnie w podskokach w stronę domu i jak na zawołanie pojawia się jej babcia. Rozchyla ramiona, a mała wskakuje w nie i uśmiecha się szeroko. Oddycham głęboko, zaciskam zęby i biorę na ręce Christiana. Reva chwyta mnie za rękę, prowadzi do swojego domu i dopiero teraz rozglądam się z zaciekawieniem. Okolica jest spokojna, cicha i bardzo przyjemna. Dom jest całkiem spory, biały, z czarnym dachem. Naprawdę mi się podoba - Okej, przedstawienie czas zacząć. Uśmiech na twarz!
- Jesteś niemożliwy! - Reva śmieje się i przytula mocniej do mojego ramienia. Szkoda, że droga, którą pokonujemy mija tak szybko. Potrzebuję zdecydowanie więcej czasu, aby przyjąć do wiadomości, ze właśnie kroczę na spotkanie z jej rodzicami policjantami - Cześć, mamciu! - moja ukochana odkleja się ode mnie, przytula mamę i całuje ją na powitanie. Chciała tutaj przyjechać zaraz po wyjściu ze szpitala, ale wybiłem jej ten szalony pomysł z głowy. Gdyby zobaczyli ją w siniakach, ze złamanymi żebrami, nie uszedłbym z życiem! - To mój chłopak, Jason. Jason, to moja mama, Elizabeth - przedstawia nas sobie, a moje serce podskakuje. Świadomość tego, że porwałem jej córkę wcale mnie nie pociesza!
- Witaj. Cieszę się, że nareszcie mogę Cię poznać - uśmiecha się przyjaźnie i ściska moją dłoń. Jest piękną kobietą.
- Tak, ja również się cieszę - chrząkam i niepewnie spoglądam na Revę. Teraz wiem, po kim odziedziczyła urodę.
- Reva!! - nagle dociera do nas słodki, dziecięcy głos i z domu wyłania się mały chłopczyk. Tuli się do Revy i wsuwa paluszki w jej włosy. Nie ukrywam, to uroczy widok - Stęskniłem się za Tobą, tak dawno Cię u nas nie było. Dlaczego?
- Wybacz, braciszku - och, braciszek! - Obiecuję, że teraz będę wpadać regularnie - pstryka go w nosek i cmoka czubek.
- Trzymam Cię za słowo - odsuwa się od niej i spogląda na Hope i Christiana - Możemy się pobawić? Mam nową huśtawkę!
- Jasne, smyku, ale najpierw chciałabym przedstawić Ci mojego chłopaka - Reva podnosi się i porusza zabawnie brwiami. Oho! - To Jason, a to Jamie - stawiam Christiana na nogach, kucam i wystawiam dłoń, którą malec bez wahania chwyta.
- To Ty jesteś tatą Christiana i Hope? - przytakuję głowę i chichoczę. Rozbawił mnie - Fajnie! Chcesz się z nami pobawić?
- Chętnie - mrugam okiem i muszę przyznać, że fajny z niego dzieciak. Zero wstydu, jest bardzo otwarty. Jak Hope.
- Jamie zabawa musi poczekać, dobrze? Najpierw zjemy obiad - mama Revy czochra jego włoski i bierze na ręce Christiana - Wchodźcie, Kochani. Przecież nie będziemy stać w drzwiach - przepuszcza nas, wchodzimy do środka i dopiero teraz myślę, gdzie jest jej ojciec. Nie przyszedł się przywitać, to oznacza, że najgorsze dopiero przede mną? - Zjemy w ogrodzie.
- Świetnie! - Reva klaszcze w dłonie i rozsuwa duże, przeszklone drzwi. Chwyta mnie za rękę, prowadzi do środka i mogę podziwiać zadbany, spory ogród. Jest mała altanka, ów huśtawka, o której wspominał Jamie, oraz mnóstwo kwiatów. Czuć tutaj rękę mamy Revy i domową atmosferę - Tato! - spinam się, kiedy Reva podbiega do swojego ojca i rzuca mu się w ramiona. Tuli ją do siebie, lekko unosi i okręca dookoła. Dzieciaki piszczą wesoło, biegną w ich stronę, a ja stoję jak sparaliżowany. Jasna cholera, dlaczego czuję ten dziwny uścisk w brzuchu? Czyżbym zazdrościł mojej ukochanej tego, że ma rodziców, którzy troszczą się o nią, kochają? Nie pamiętam już, jakie to uczucie mieć rodziców. Nie było mi dane się tym nacieszyć - Kochanie, chodź! - jej wesoły głos sprowadza mnie na ziemię, chrząkam i ku mojemu zaskoczeniu, czuję dłoń na plecach. Przekręcam głowę i wpatruję się w mamę Revy, która posyła mi uśmiech pełen wsparcia i mruga okiem! Och, chyba wyczuła moje zdenerwowanie - Jason! - Reva pogania mnie, ściskam dłoń mojej "teściowej" i kroczę prosto w paszczę lwa. Czas zmierzyć się z najgorszym - Tato, to Jason, mój chłopak, którego baaaaardzo kocham - przeciąga "a" i beztrosko tuli się do mojego ramienia. Uśmiecham się do niej, bo jest taka mała i słodka - Jason, to mój tata Thomas.
- Nareszcie się spotykamy - wystawia dłoń, chwytam ją i czuję, że wkłada w to całkiem sporo siły - Najwyższa pora.
- Tak, zdecydowanie. Miło mi - przełykam ślinę, zabieram dłoń i obejmuję Revę, aby cokolwiek zrobić z rękami.

- No dobrze, usiądźmy do stołu - Reva przerywa tę odrobinę niezręczną sytuację, prowadzi mnie do stołu i kiedy siadam, zajmuje miejsce na moich kolanach. Unoszę brew, bo zaskoczyła mnie tą śmiałością przy rodzicach - Jestem przy Tobie, nie bój się. Nie dam Cię skrzywdzić - prycham z rozbawieniem, a ona puszcza mi oczko. Ja miałbym się bać? Chyba śni!

Chociaż miałem mnóstwo obaw, obiad mija w przesympatycznej atmosferze. Rodzice Revy są bardzo mili, rozgadani i nie ma mowy o krępującej ciszy. Dzieciaki biegają obok nas, krzyczą wesoło i bujają się na huśtawce. Dopiero teraz dociera do mnie, jak świetnie Hope i Christian dogadują się z Jamiem, a skoro tak, powinni regularnie się widywać. Może będziemy przyjeżdżać zdecydowanie częściej? Skoro jej ojciec jeszcze mnie nie zastrzelił, to chyba dobrze wróży, czyż nie?
- Jason? - właśnie jego głos sprowadza mnie na ziemię, odrywam wzrok o Revy biegającej za dzieciakami i unoszę głowę - Porozmawiamy? - oddycham głębiej, podnoszę tyłek z krzesła i idę obok faceta, który mógłby wpakować mnie za kratki, gdybym tylko dał mu do tego wystarczający dowód - Nie będę wracał do przeszłości, ponieważ widzę, jak bardzo moja córka jest dzięki Tobie szczęśliwa - idziemy wzdłuż alejki ogrodu, słucham go w skupieniu i liczę na to, że nie wejdziemy w drażliwy temat moich "interesów" - Doskonale wiem, kim jesteś, ale teraz nie ma to już znaczenia. Jesteś ojcem moich wnuków i na tym się skupię - spogląda na mnie, zatrzymuje się i układa dłoń na moim ramieniu - Nigdy więcej nie waż się skrzywdzić mojej córki, Jason. Przysięgam, że drugi raz Ci na to nie pozwolę - mruży oczy i wiem, że w tym momencie nie żartuje. To, co mówi jest szczere i brzmi jak maleńka groźba - Mam nadzieję, że traktujesz ją dobrze. Zasługuje na to.
- Mogę zapewnić Pana, że kocham Revę z całego serca i nigdy nie zrobię nic, przez co mogłaby cierpieć. Owszem, nasze początki nie były najlepsze, ale czas sprawił, że zakochałem się w niej i odmieniła mnie. Zrozumiałem wiele rzeczy i stałem się lepszym człowiekiem - uśmiecham się, przekręcam głowę i obserwuję miłość mojego życia. Drobną dziewczynę, która zawróciła mi w głowie i totalnie oszalałem - Uwielbiam ją i bez wahania oddałbym za nią własne życie. Przysięgam.
- Wierzę w Twoje słowa, widzę jej szczęście, uśmiech i to, jak Cię kocha. Reva jest wspaniała, dzielna i musiała naprawdę wiele przez Ciebie wycierpieć. Szanuj ją, dbaj o nią i kochaj. Zapewnij bezpieczeństwo, bo obaj wiemy, czym się zajmujesz.
- Proszę się o to nie martwić, nigdy nie dopuszczę, aby spotkało ją cokolwiek złego - przełykam ślinę i zwijam dłonie w pięści. Nie wspominam słowem o wydarzeniach sprzed dwóch miesięcy, ale im mniej wie, tym lepiej dla niego. Tak musi być i już - Ochronię ją jak i dzieciaki przed każdym, kto stanie mi na drodze. Obiecuję - patrzę mu w oczy, przytakuje głową i po męsku uderza mnie w plecy. Mruga okiem, oddycham z ulgą, bo wychodzi na to, że się dogadaliśmy.


Do domu docieramy kilka minut po dwudziestej trzeciej. Rozbieramy dzieciaki, układamy w ich łóżeczkach i całujemy na dobranoc. To był bardzo intensywny, długi, wesoły dzień i patrzyłem na bawiące się dzieciaki z rozczuleniem. Cieszę się, że są jeszcze na tyle małe i liczy się dla nich tylko zabawa i rozrabianie. Niech pozostaną dziećmi jak najdłużej. Na dorosłość, zmartwienia przyjdzie jeszcze czas, teraz pragnę dla nich jedynie świętego spokoju i bezpieczeństwa.
- Marzę o ciepłym prysznicu - ziewam przeciągle, pozbywam się ciuchów i czekam na Revę, która zmywa makijaż i dołącza do mnie. Myjemy się raz dwa, spłukuję pianę z naszych ciał i po chwili wycieramy się wzajemnie. I chociaż jestem zmęczony, nabieram ochoty na więcej. Od samego rana nosi mnie potwornie i marzę o tym, aby zanurzyć się w niej i po prostu odlecieć. Jednak widzę zmęczenie wymalowane na jej twarzy i postanawiam odpuścić - Okej, idziemy do łóżka.
- Nareszcie! - Reva klaszcze w dłonie, opuszcza łazienkę, a ja przewracam oczami. Gaszę światło, wchodzę do sypialni i wyjmuję spodnie z komody. Kiedy mam zamiar je założyć, przede mną pojawia się Reva, zrywa ze mnie ręcznik i sunie opuszkiem palca po moim torsie - Czekałam na to przez cały, cholerny dzień - och! Patrzę na nią zaskoczony, ale nie tego się spodziewałem! - Zostawiłeś mnie dzisiaj przy końcu, naprawdę myślałeś, że Ci to podaruję? - mruży oczy i próbuje wyglądać groźnie. Taka mała, a taka zadziorna! Kto by pomyślał? - Mam zamiar się odwdzięczyć - mruga zadziornie, opada na kolana i czuję jej zwinne paluszki na moim penisie. Wzdycham, bo to piekielnie dobre uczucie i mija zaledwie chwila, a jestem zwarty i gotowy - Jak zawsze szybki, co? - patrzy na mnie z dołu, oblizuje usta i czuję jej ciepły, mokry język. Zwijam dłonie w pięści i oddaję się w jej ręce. Doskonale wie, co zrobić, aby doprowadzić mnie do szaleństwa. Zna moje ciało na pamięć, słabe punkty i miejsca, które uwielbiam, gdy całuje. Jej dotyk zawsze mnie pobudza, ale i uspokaja.
- Jasna cholera - dyszę ciężko, poruszam biodrami i wbijam się głębiej w jej gardło. Karci mnie uderzeniem w udo, ale mam to gdzieś. Pragnę jej każdą częścią ciała, czuję zbliżający się orgazm i jak na zawołanie Reva odsuwa się, wstaje na nogi i seksownie oblizuje usta - Jezu, prawie doprowadziłaś mnie do końca - gwałtownie przyciągam ja do siebie, sunę nosem po jej szyi i ściskam w dłoniach pośladki - Jestem napalony jak diabli, aniołku. Tak bardzo chcę Cię poczuć.
Reva nie odpowiada. Ciągnie mnie za sobą, układa dłonie na moich ramionach i nakazuje usiąść na brzegu łóżka. Posłusznie wykonuję jej polecenie i szybko sadowi się na moich kolanach. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się jej plan i postanawiam oddać jej kontrolę. Przerzuca włosy na prawe ramię, opadam na mnie, a z naszych ust jednocześnie ucieka jęk przyjemności. Zmysłowo porusza biodrami, tulę jej ciepłe ciało i wpatruję się w tą piękną, odważną kobietę.




Reva POV:
Następnego dnia budzi mnie śpiew ptaków i promienie słoneczne, które wpadają przez okno. Przeciągam się leniwie, ziewam i spoglądam na śpiącego obok Jasona. Uśmiecham się na jego widok i przypominam upojną noc. Kochaliśmy się trzy razy i był to niesamowicie intensywny seks. Tęskniłam za jego pocałunkami, ciałem, tą rozkoszną przyjemnością, która przepełniała moje ciało. Na samą myśl czuję ciepło w środku i zaciskam uda, jakby to miało cokolwiek zmienić. Przygryzam wargę, podnoszę się i człapię do łazienki. Szybko robię siku, myję ręce i związuje włosy w koka. Kiedy wracam do pokoju, dostrzegam na poduszce coś, czego tam wcześniej nie było. Marszczę brwi, podchodzę do łóżka i biorę ów pudełeczko. Jest w błękitnym kolorze, z uroczą kokardą i niepewnie uchylam wieczko. Natychmiast przykładam dłoń do ust i gapię się w jego zawartość jak zahipnotyzowana. Nie! To na pewno nie jest to, o czym właśnie myślę! Boże, przecież to nierealne!
- Zostaniesz moją żoną? - słyszę cichutki, zachrypnięty głos Jasona. Przekręcam głowę, aby spojrzeć mu w oczy, chociaż ledwo cokolwiek widzę, ponieważ łzy zasłaniają mi widok, a rozczulenie chwyta za serce - Nie patrz tak na mnie, aniołku.
- A-ale jak, Jason? - jąkam się, wskakuję do łóżka i siadam na nim - Dlaczego tego chcesz? Nigdy o tym nie mówiłeś.
- Wiem, jednak po wczorajszej wizycie u Twoich rodziców, uświadomiłem sobie czym jest rodzina. To coś niesamowitego i wyjątkowego. Mam Ciebie, dzieciaki i marzę tylko o tym, abyśmy byli rodziną z prawdziwego zdarzenia. Pragnę, żebyś na mnie wyszła, Reva. Pragnę, żebyś była moja już na zawsze - jego przemowa mnie zatyka, przysięgam! Gapię się na niego, jakby przyleciał z kosmosu i wyrosła mu druga głowa. On naprawdę mówi serio - Powiesz coś wreszcie? Stresujesz mnie.
- Tak - uśmiecham się szeroko, patrzę mu w oczy i wciąż nie wierzę, że właśnie poprosił mnie o rękę! To jak sen!
- Nie masz pojęcia, jak bardzo mnie uszczęśliwiłaś - siada, przytula mnie do swojego ciała i całuje w ramię - Nigdy Cię nikomu nie oddam - odchyla głowę, bierze pudełeczko i wyjmuje pierścionek - Kupiłem go jak byłaś w szpitalu, ale miał być po prostu prezentem, czymś na poprawę nastroju. W nocy zmieniłem zdanie i jego przeznaczenie - wsuwa go na mój palec, całuje wierzch dłoni, a moje serce się kurczy - Kocham Cię, Reva. To się już nigdy nie zmieni. Przysięgam.
- A ja kocham Ciebie - biorę jego głowę w dłonie i patrzę w najpiękniejsze, brązowe oczy na świecie - Dzisiaj, jutro, zawsze. Przysięgam - przesuwam opuszkiem palca po jego brwiach, nosie i składam czuły pocałunek na jego ustach. 





K  O  N  I  E  C




********************************************
Hello! :)

Szczerze mówiąc nie miałam pomysłu na epilog. Napisałam całe opowiadanie, a potem nagle zabrakło mi weny i zostawiłam to tak, jak jest. Wróciłam z powrotem dwa tygodnie temu, a palce same sunęły po klawiaturze. I tak oto powstał ten epilog. Wydaje mi się, że wyszedł całkiem nieźle, takie podsumowanie całości oraz zapoznanie rodziców Revy z Jasonem. No i proszę! Nikt nie zginął! Co za postępy ;)

Zdecydowanie Shades zrobił milowy krok w przód. Czuję się jak dumna matka, haha :D


Co mogę jeszcze dodać? Oczywiście dziękuję wam za to, że byłyście ze mną i wspierałyście. Zawiesiłam to opowiadanie na chwilę i wcale nie miałam zamiaru wracać, jednak zrobiłam to, bo wy tego chciałyście. Nie byłam pewna tej drugiej części, teraz (jak zawsze po fakcie!) dodałabym jeszcze dwa rozdziały i rozpisała akcję z ojcem Jasona i Revą. No ale mówi się trudno, wyszło jak wyszło :) 

Zostajemy więc z Olivią i Justinem, chociaż doskonale wiecie, że mam co nieco w zapasie. Dzisiaj naliczyłam, że mam sześć opowiadań. Niektóre wymagają dopisania, dociągnięcia i mogłoby coś z nich być. Dwa mam gotowe w całości, a jedno z nich nadal możecie przeczytać na Hidden Feelings. Jest w zakładce "coś nowego".
Planowałam wystartować po zakończeniu Dotyku, ale muszę poznać wasze zdanie. Jesteście za, czy macie mnie już dość?

No nic, to tyle.
Dziękuję wam za to, że jesteście!
Kocham ♥
Kasia.








17 komentarzy:

  1. Pięknie to zakonczylas! �� dziewczyno masz przeogromny talent. Jestem z Tobą od twojego pierwszego opowiadania i obiecaj że nigdy nie przestaniesz pisać! Buziaki, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciebie dosc? a w zyciu! bardzo sie ciesze, ze jednak postanowilas kontynuowac dotyk ciemnosci, bo bardzo polubilam to opowiadanie! twoje opowiadania to zycie, jestem z toba od in my mind, przeczytalam wszystkie opowiadania (imm nawet dwa razy dwie czesci) i ty mi sie nigdy nie znudzisz♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejne opowiadanie za nami😭 było niesamowite 💕
    Pamiętam jak sie zaczynało a to juz koniec☺
    Oczywiscie że chciałabym przeczytać więcej twoich opowiadań 😘😍
    I uwierz mi, że nie mogę sie doczekać💕

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciebie nigdy nie da sie mieć dość!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie bedziemy mieć dość ciebie i twoich ff!!😘😘😘 jesten jak najbardziej za i nam nadzieje ze szybko zaczniemy nowe 😀 co do DT to szkoda ze juz się skończyło ale epilog fantastyczny i bardzo podoba mi się to ze poznali się z ojcem 😊 kolejne genialne opowiadanie za nami, mam nadzieje ze one się nigdy nie skończą! 😍😍😍kocham😘

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejne cudowne opowiadanie Twojego autorstwa zakończone...
    Historia Revy i Jasona była piękna! Mogłabym czytać opowiadania, które napisałaś cały czas. Są najlepsze na świecie 😊 Mam nadzieję, że niedługo podzielisz się z nami czymś nowym 😉
    Buuuziaki 😘❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Super zakończenie ������
    Chcemy coś nowego ������

    OdpowiedzUsuń
  8. O jakie idealne zakończenie opowiadania 😍😍 Ciesze sie, ze tak sie wszystko skończyło, rodzina, szczęście i miłość- czego chciec wiecej?😏❤ Jestem max dumna z Jasona,zmienił sie totalnie i prawie go nie poznaje! 😇
    Kolejne cudowne opowiadanie które w 100% spędziłam z Tobą.. Kaaasia ile to już lat? Nie nadążam juz! I nigdy,przenigdy nie bede miała Cie dosc! Dodawaj kolejne opowiadanie, czekam niecierpliwie 😁

    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku nie wierze ze to juz koniec 😭 tak bardzo zżyłam się z tym opowiadaniem...
    Cieszę się ze jest szczęśliwe zakończenie bo takie uwielbieniam najbardziej :)
    Twoich opowiadań.nie można mieć dość Kasiu! Masz wielki talent ktorego nie powinnas zmarnować :) powinnas wydać książkę w 100%!
    Mam nadzieje ze wudasz jeszcze wiele opowiadań będę czekać z niecierpliwością 😘😍😍 życzę dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne zakończenie! I chętnie przeczytałabym coś nowego 🙂

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochan takie zakończenia! Całe opowiadanie bardzo mi się podoba. Czekam na coś nowego! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. To niemożliwe żeby mieć dość twoich opowiadań❤
    Straszna historia zakończona happy end'em. Oby więcej takich szczęśliwych zakończeń.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wierzę ze o juz koniec... Najlepsze opowiadanie jakie czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jejku to jest tak śliczne zakończenie ,przyznam się ,ze wzruszylam sie i będę tęsknić za nimi bardzo!😭😍

    OdpowiedzUsuń
  15. Z krótką przerwą ale dobrneliśmy do końca kolejnego ff 😔😋
    Nie wierzę że to już koniec przecież jeszcze tak niedawno byłaś niezdecydowana czy publikować 2 część a tu proszę już epilog 😔
    Najważniejsze że są szczęśliwi moja moje BŁOGOSŁAWIEŃSTWO 😍 a my czytamy HF i nowe opowiadanie 💝

    OdpowiedzUsuń
  16. Light in the dark rozdział 90 epilog zaczyna się również prawie tym samym zdaniem o żebrach :D niby było dawno ale od razu o tym pomyślałam jak przeczytałam ten epilog tutaj <3
    ach te czasy, jakbyś startowała z LITD wczoraj, tak mi się na wspominki zachciało ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow a więc to już koniec ,świetna opowieść i do kolejnej zawsze z tobą Kasiu

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine